Kategorie: Wszystkie | ...zawodowo | prywatnie
RSS
niedziela, 07 lutego 2010

Za brak wpisu o Stirlitzu (i za to, że nie dotrzymałam danego słowa) - dziękuję z całego serca bloxowi.

Nowa, szkodnicza polityka blogowa, wygląda tak, że kiedy człowiek myśli, że coś opublikował...to może się zdziwić.

Szczególnie, kiedy otworzy o 22.00 książkę, która ma chyba z 500 stron i siedzi nad nią do rana, bo stracił rachubę czasu.

KiciaF-> w ramach akcji "a właśnie, że nie będę przepisywać"- zostawię dzisiaj Agenta w spokoju, ale temat wróći.

Najpóźniej, w ten poniedziałek.

Dzisiaj, będzie raport z poligonu.

Lub jak kto woli z frontu.

Nic, ale to nic - żadne nieszczęście - nie sięga do pięt katarowi Tatusia Green.

W związku z tym, że Ojciec ma katar, Pan Prezydent powinien ogłosić Stan Wyjątkowy, flagi powinny zostać opuszczone do połowy masztu, a ruch uliczny powien zostać wsytrzymany.

W pogotowiu powinien stać pod domem ambulans i karawan.

Oraz szpital polowy.

Na wszelki wypadek.

Moje skierowanie na "wczasy" finansowane do spółki przez Ministerstwo Zdrowia & NFZ - PRZY TAKIM POWAŻNYM STANIE CHOROBOWYM - wysiadają.

Katar Tatusia - to koniec świata.

(Boże, dziękuję Ci, za to, że w tym domu jest jeden chłop, bo gdyby było ich więcej - szlag by mnie trafił - Amen.) Silna płeć k....a!

Kataklizm.

Stan agonalny.

I nic innego się nie liczy.

Zatem, moja przytomna i trzeźwo myśląca Mama - zabrała się za leczenie - leczenie Tatusia - rzecz jasna.

I się zaczęło.

"- Nie rób z siebie kaleki, proszę zamieszać tę wodę i wypić lekarstwa do dna. Nie parskaj cholera, tylko pij ! Nie takie rzeczy piłeś w życiu !!!"

" - Gdzie się szlajasz bez tej kurtki? Albo jesteś chory, albo się wietrzysz !!! "

" - Zamiast mi truć -idź leżeć !!!"

" - Nie męcz k..wa !" (Powiedziane w sytuacji w której miałam ochotę na zamordowanie chorego. )

- Mamo - powiedziała Green - pani w aptece poleciła, żeby to lekarstwo  podawać w ostrych stanach chorobowych trzy razy na dobę, a normalnie - tylko na noc. Na noc mu wystarczy, co?!

- Dostanie trzy razy na dobę, bo inaczej wylądujemy w szpitalu dla wariatów. Obie! W chałupie remont, twoja siostra ma defekt mózgu, ten dokucza (czyt. mój ukochany od lat 43. mąż ma katar, a ja to przeżywam bardzo i otaczam go opieką z gorliwością frontowej pielęgniarki), a pies się tłucze do okna - weź go znowu nakarm, albo zaknebluj.

Wczoraj wieczorem, wykąpany, przebrany w pidżamkę koloru błęktnego (i śmierdzący maścią na przeziębienie) - Tatuś Green - wpadł do pokoju dziecięcia swego geriatrycznego.

Z płaczem i żalami, że moja Matka Wyrodna i Wredna Żona chce go zabić, a ja mam go ratować, ale tak...żeby nie usłyszała.

Ekhm...doprowadzona do białej gorączki, Mamusia Green (bo katary i choroby ojca to jest coś na kształt rodzinnej dżumy, czarnej ospy, moru pospolitego, monodramu w teatrzyku jednego aktora i występu małego taliba w jednym) - postanowiła wyleczyć katar cudowną metodą.

(Ojciec, kiedy choruje na coś większego kalibru-zachowuje się normalnie, ale przy katarach i skaleczeniach - odstawia cyrk.)

Podobno testowaną na sobie.

(Ja na sobie przetestowałam prochy na katar i działa.)

Wysmarowała biednemu Ojcu nos (i okolice nosa) maścią na przeziębienie.

Za leczenie chorego zabrała się Mama, bo ja jestem za miękka i znoszę głupotę ofiarnie. Zresztą, ja zdecydowanie się nie nadaję na pracownika służby zdrowia...mam za niski poziom tolerancji i za mało cierpliwości.

o_O

Matka wysmarowała Ojca z argumentacją :"Niech już nie truje, niech się inhaluje".

Myślałam, że zejdę ze śmiechu.

Bardziej udałam, że interweniuję niż zainterweniowałam.

(Czyt. tak mu wytarłam tę nawcieraną maść - jakbym chciała a nie mogła.)

Na rezultaty kuracji, nie trzeba było długo czekać.

Od rana (czyt. bladego świtu czyli godziny 9.50, bo o 9.50 Green postanowiła wstać) mamy w domu ciszę.

Ojciec nie leży, ale siedzi przed telewizorem.

Miły, grzeczny i sympatyczny.

Nie skarży się na nic.

Zdecydowanie, ma się ku lepszemu, już nawet boi się smarkać i udaje, że jest zdrowy.

Po prawie 43. latach małżeństwa Matka Polka Czcigodna - wynalazła patent na spokój.

Założę się, że Ojciec zdrowieje ze ze strachu.

Obie z Mamą, mamy syndrom "after"...ona jest zmęczona, a ja mam Ostry Stan Na W. i w ramach urlopu i Niedzieli Bożej (Amen.)...robię raport miesięczny do firmy.

Bo mi się wcześniej nie chciało, a obiecałam.

Toczę pianę z ust i wolę sie do nikogo nie odzywać, bo to grozi pogryzieniem lub opluciem jadem.

(Chociaż, mając nieczynne dwie ślinianki, można uznać mnie za żmiję z zatkanymi gruczołami jadowymi. Żmija po pacyfikacji.)

(BTW, mam pytanie medyczne: czy gdybym się napiła cilitu bang...udało by się uniknąć operacji i ew. kamień by się zamienił w pianę i ulotnił ?!)

Udanego Dnia -> życzę ja !!!

ps. A jak się uda, będzie późnym wieczorem notka niespodziankowa....ffffkońcu ;), chyba, że mnie wcześniej uśpią z powodu wścieklizny, co jest bardziej niż możliwe.

W końcu mam za sobą morderczy tydzień.

A dlaczego? Hmm...to się nie kwalifukuje na bloga, ale CIESZĘ SIĘ, ŻE ŻYJĘ I DYCHAM JESZCZE.


Jeszcze mam 12 dni uropu- z tą niedzielą włącznie. Coś mi się wydaje, że będą jaja.

13:03, green_emili , prywatnie
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 138